Przeciągnęli go potem pod ścianę, do kąta, przyrzucili płaszczem bez guzików, leżał sztywny i stygł... Kto by sobie w transporcie trupem głowę zaprzątał? Nikt.
Jeszcze wczoraj wieczorem mówił komuś po cichu, że chory, jeszcze rano dyszał... Teraz spokój. W tułaczych nóg zdeptane stępory sztywność śmierci nacieka i cisza.
Nikt już wiecej po świecie wlec ni ganiać nie będzie tych sznurkami okręconych szmat.