W niedzielę, na odświętny obiad
kobiety Sybiru
rozpuszczały śnieg w garnku. –
Rosół ze skórzanego paska
miał smakować, ale nie smakował,
napełniał jedynie ciepłem głodne żołądki,
ciepłem krótkotrwałym. –
Pod garnkiem tańczył leniwy płomień,
dzieci przynosiły z pola zasuszone łajno
i dorzucały do ognia, byleby nie zgasł,
byleby nie zgasł…
szeptały ciepłolubne modlitwy. –
Na drugie danie musiała wystarczyć
Tam na Kamczatce krwawa ofiara, Ofiara Matka i mały syn Ich potępiła swawola cara Za to, że wolni byli od win. Mamciu! Mnie zimno! Mamciu! Ja jeść chcę! Mamciu! Ach zdejm mnie kajdany z nóg